Stowarzyszenie twórców oprogramowania, filmów oraz muzyki chcą wprowadzić surowe kary za nielegalne rozpowszechnianie ich dzieł w internecie. Wywietrzono okazję – ponieważ resort kultury właśnie planuje wprowadzić nieco poprawek dotyczących praw autorskich. Wspomniana wcześniej grupa uważa iż należałoby karać wszystkich ściągających z sieci filmy, muzykę oraz oprogramowanie. Owe kary miałyby polegać przynajmniej na grzywnach z dwoma zerami, kofiskatą sprzętu „na jakiś czas” oraz oczywiście – odcięciem dostępu do internetu. Za występki dzieci grzywnę mieliby płacić oczywiście ich opiekunowie. Zdaniem Childnet International – co drugie dziecko w wieku 9-14 lat ściąga muzykę z internetu bez wiedzy i zgody opiekunów. IFPI natomiast szacuje iż na każdy ściągnięty legalnie plik z sieci przypada 20 podobnych ściągnięć bez uiszczania jakiejkolwiek opłaty.
W związku z dość ciekawą sytuacją w Polskiej branży fonograficznej – 90% wypuszczanych filmów i płyt to całkowite gnioty, natomiast jeden na cztery wypuszczane ( uwaga, dumne nazewnictwo ) „produkcje” rodzimej kinematografii okazuje się wart poświęcenia 1.5 godziny na jego obejrzenie. Jeśli chodzi o oprogramowanie – oprócz sławnego „Wiedźmina” wypuszczonego ostatnio na rynek krajowy i światowy oraz „AllPlayera” powszechnie używanego przez większość windowsowej części namiętnych oglądaczy – programy rodzimych producentów, za które należy oczywiście płacić nie są warte instalacji. Przecież istnieją dziesiątki a nawet setki alternatyw, które oprócz licencji freeware, mogą ( pozdrowienia dla „biegłych” ) działać na szkodę „firmy GNU General Public License”

szkoda na rzecz GNU General Public License
Aż dziw bierze, że w naszym drogim, jakże dbającym o legalność oprogramowania kraju pojawiają się i takie kwiatki. Strach pomyśleć jaki wyrok możnaby otrzymać za instalację samego Linuksa…
Wracając jednak do tematu filmów oraz muzyki. Czy tak trudno byłoby stworzyć serwis w którym możnaby owe jakże cenne wytwory pracy artystów ( przed duże „uf” ) nabywać? Chwila na osobistą dygresję – biorąc pod uwagę pierwszą lepszą płytę dowolnego wykonawcy, czy ktokolwiek może z czystym sumieniem powiedzieć że uwielbia wszystkie zamieszczone na niej piosenki? Nie? Więc dlaczego do jednej-dwóch-trzech tych ze stałej playlisty mamy dokupować dziesiątki innych, kaleczących uszy i szarpiących i tak już zszargane nerwy? A film – czy komukolwiek chciałoby się kupować kota w worku – bez uprzedniego obejrzenia dowolnej rodzimej produkcji? Sam wolę ściągnąć film z sieci, jeśli chociaż trochę mi się spodobał, ale nie uważam go za prezentację szczytu możliwości aktorów – idę na niego ponownie do kina – oddając „działkę” producentom oraz aktorom. Jeśli natomiast jest on spełnieniem fantazji i można nazwać go „doskonałym” bez obrażania pozostałej puli produkcji określanych tym mianem – kupuję DVD. Zasada jest podobna do kupna auta ( choć oczywiście pieniądze są nieco mniejsze ). Czy ktokolwiek, kiedykolwiek kupił samochód bez jazdy próbnej, obejrzenia go w salonie a jedynie po kilkunastosekundowych reklamach w telewizji i oglądaniu setek billboardów?

Jak donosi serwis slashdot oraz The New York Times rząd Stanów Zjednoczonych jest bliski zawarcia porozumienia z Unią Europejską dotyczącą zbierania danych na temat jej obywateli w celu poszukiwania „podejrzanych zachowań”. Agencje rządowe mają interesować między innymi – historie podróży, śledzenie transakcji przy użyciu kart oraz – oczywiście – historia przeglądanych zasobów sieciowych.
Obie strony zawarły układ mówiący o zakazie pozyskiwania danych dotyczących religii, rasy, przekonań politycznych oraz życia seksualnego, dopóki wewnętrzne prawo danego kraju przewiduje odpowiednie zabezpieczenia. Jednakże nie zdefiniowano dokładnie „odpowiednich zabezpieczeń” co za tym idzie istnieje możliwość wystąpienia nadużyć lub samodzielnej definicji.
Administracja Busha oraz Komisja Europejska nie upubliczniły jak dotąd żadnych dokumentów, jednak odwołują się do niego w ledwie zauważalnym wspólnym oświadczeniu wydanym po spotkaniu w Słowacji w tym miesiącu. Owo oświadczenie z dnia 10 czerwca mówi o tym że „walka z międzynarodową przestępczością i terroryzmem wymaga możliwości udostępnienia danych obywateli w celu podejmowania działań.”. Ponadto zapewnia iż pomimo transferów – dane obywateli nadal mają pozostać bezpieczne.
Negocjatorzy starają się ograniczyć dostęp do prywatnych danych wymuszając podawanie dokładnego ich przeznaczenia oraz powodu dla którego miałyby zostać udostępniane. Jednakże jak już wiemy – takim powodem może być podejrzenie prowadzenia przez Panią Basię z warzywniaka działalności terrorystycznej – gdzie ani ona ani jej rodzina nie interesują się polityką i sytuacją w żadnym kraju. Ostatnie afery w naszym kraju pokazują również że każdy powód jest dobry aby zatrzymać dowolną osobę.
Wracając do bezpieczeństwa danych. Europejskie agencje rządowe posiadają wyspecjalizowane jednostki które mają dostęp do tego typu danych. W Stanach Zjednoczonych – brakuje tego typu organizacji. Jest za to kilkadziesiąt organizacji rządowych, nierzadko nie utrzymujących pomiędzy sobą żadnych kontaktów. Co za tym idzie – nikt tak naprawdę nie wie kto ani gdzie ma dostęp do tego typu danych.
Przypomina mi to kolejną próbę przejęcia kontroli nad ludźmi, tym razem już nie we własnym kraju a w Europie. A wszystko to pod pretekstem walki z terroryzmem. Tak nawiasem – czy mimo szerokich „zapowiedzi” przez raz sino- raz kruczo-czarno- brodego Osamę ktokolwiek widział lub słyszał o zamachach na skalę 11 września?

Nadciąga rewolucja w świecie domen. ICANN – organizacja zajmująca się koordynacją wirtualnego świata postanowiła dać użytkownikom rejestracji domen najwyższego rzędu – TLD. Dla osób którym niezbyt wiele to mówi – zamiast kiosk.onet.pl możliwe będzie stworzenie domeny kiosk.onet , gdzie onet zastąpi końcówkę „pl„. Szacunkowe przeliczenia mówią o kilku miliardach nowych domen, szczególnie tych wykorzystujących istniejące marki takie jak apple oraz intel.
Przyznawanie nowych domen ma odbywać się po pozytywnym rozpatrzeniu podania, które będzie można składać już w kwietniu 2009 roku. Niestety – zwykłych pożeraczy chleba może odstraszać cena. Prezes ICANN zapowiedział iż koszt nietypowej domeny będzie liczbą sześciocyfrową, jednakże może ulec obniżeniu po wyrównaniu kosztów poniesionych przez organizację na stworzenie nowego systemu ( szacowanego obecnie na 10-20 mln USD ). Okres oczekiwania na nową domenę ma trwać od 90 do 120 dni, tak więc pierwsze nowe nazwy pojawią się zapewne pod koniec 2009 roku.
Przedstawiciele ICANN nie boją się nazywać swego pomysłu rewolucyjnym. Faktem jest iż jest to swego rodzaju przełom na rynku internetowym, jednakże same koszty wykupienia tego typu domeny wskazują iż jest to propozycja skierowana do najbogatszych. Jednak nie ma powodów zapeszać. Poczekamy – zobaczymy.
