Gdańscy radni podczas czerwcowej sesji zaakceptowali pomysł płatności za bilety komunikacji miejskiej przy pomocy telefonu komórkowego. O ile „drobne” na bilety nie zawsze znajdują się w naszej kieszeni, lub kierowca po prostu „nie ma wydać” – o tyle pieniądze „na koncie” prepaida lub z abonamentu prawie zawsze posiadamy. Aktualnie trwa debata na temat sposobu otrzymywania elektronicznych biletów. Czy ma być to zwykły sms ( co by było najkorzystniejsze i najbardziej uniwersalne, w końcu nie wszyscy posiadają super-nowe aparaty ), aplikacja wgrywana do telefonu lub identyfikator transakcji. Zastanawiam się czym różni się kod sms od identyfikatora transakcji. No cóż. W Poznaniu sprawdził się system SMSowy, z którego jednak tamtejsi radni zaczęli już się wycofywać. Powód? Elektroniczny bilet jest tam droższy o 70 groszy od tego „z kiosku”. Jednak w związku ze zmianami dotyczącymi sprzedaży biletów w autobusach i tramwajach ( obecne bilety są w cenie 3zł, ważne są „na jedną linię” ), przynajmniej moim zdaniem – sprzedaż biletów elektronicznych, w jakiejkolwiek formie – przyczyniłaby się znacznie do wzrostu statystyk dotyczących „legalnych” pasażerów autobusów. Dlaczego? Sytuacja pierwsza z brzegu – wieczór, godzina (załóżmy) 19, ktoś chce się wybrać do kina. Mieszka chociażby na Ujeścisku, w okolicach ulicy Łódzkiej. Posiada w kieszeni 50 złotych, zero drobnych. O tej porze nie ma możliwości zakupienia biletu w tamtym rejonie. Po wizycie u kierowcy dowiaduje się iż nie może on wydać reszty z posiadanej przez pasażera kwoty. Dwa przystanki dalej wsiada „RENOMA” ( znana i lubiana przez wszystkich Gdańszczan ), w głośnikach rozlega się znajome „proszę przygotować bilety do kontroli”. W tym momencie nasz pasażer dostaje mandat w wysokości 120 złotych. Smutne ale niestety prawdziwe. Dodatkowo – któregoś pięknego wieczora przy próbie zakupienia biletu u kierowcy – dowiedziałem się iż „biletów brak”. Na pytanie co mam zrobić w wypadku kontroli odparł z rozpromienioną twarzą „a co mnie to obchodzi”. W związku z powyższymi – przydałyby się w końcu alternatywy dla gburowatych kierowców, braków biletów oraz wiecznie zamkniętych ( prawo Murphy’ego? ) sklepów w których można nabyć bilety, jednak zostały „przed chwilą zamknięte”.
A tak z nowości. Boli mnie szczęka. Mądrość się odzywa. Zastanawiam się – usunąć czy pomęczyć.


