W związku z wszechobecnymi aferami na temat ujawniania danych osobowych użytkowników, atakach GIODO na wszelkiej maści serwisy społecznościowe – nadszedł czas na Google. Użytkownicy Gmaila mogą liczyć się z dostępem do ich imion i nazwisk tylko i wyłącznie dzięki znajomości adresu e-mail. Oczywiście pomijam tu skrzynki o formacie imie.nazwisko@gmail – które same w sobie nie kryją danych właściciela. Tak więc – zaczynając i kończąc na szybko ( ahh ten stygnący obiad po całym dniu ciężkiej pracy ) – znana niektórym użytkownikom „gógli” usługa Google Calendar pozwalająca na tworzenie wirtualnego kalendarza oraz oczywiście – dzielenie się nim, pozwala również na odczytywanie danych zapraszanej osoby bez jej wiedzy. Proof of concept? Z uwagi na to iż z gmaila nigdy nie korzystałem i korzystać nie będę ( wolę jednak prywatne domeny, gdzie loginem nie musi być lukasz8599 ;) ) założyłem dwie skrzynki. Pierwsza o adresie lukasztest@gmail , druga tajned@gmail

Rejestracja w GMAIL

Rejestracja w GMAIL

Następnie, po aktywowaniu w jednym ( tajned@gmail ) usługi Google Calendar wysłałem zaproszenie do podglądania mego kalendarza przez „drugą” osobę ( lukasztest@gmail ). Zaproszenia owego po chwilę obecną oczywiście nie odebrałem, ani nie otworzyłem, natomiast – w kalendarzu konta tajned pojawiła się dość ciekawa informacja.

google - dane

google - dane

Są to dokładnie – oprócz podanego w zaproszeniu maila – Imię oraz nazwisko właściciela skrzynki ( podane podczas procesu rejestracji ). Dość ciekawym jest fakt iż zaproszenia nie trzeba w żaden sposób akceptować aby stać się czyimś przyjacielem. Nowy nurt w web2.0 ?